Od 1 września uczniom szkół podstawowych nie wolno korzystać z telefonów przez cały czas pobytu na terenie placówki. Dla wielu dzieci i nastolatków to duża zmiana, bo dotąd komórka towarzyszyła im niemal bez przerwy. – Młody człowiek nosi cały swój świat społeczny w kieszeni – mówi dr Justyna Legutko, psycholożka i pedagog szkolna. W podcaście Fundacji Zdrowie Dziecka „Zdrówko. Porozmawiajmy o zdrowiu dzieci” wyjaśnia, co uczniom mogą dać godziny bez smartfona, czego zakaz nie rozwiąże i jak rozmawiać o nowych zasadach z młodzieżą i rodzicami.

W podstawówkach obowiązuje ustawowy zakaz używania telefonów i innych urządzeń elektronicznych, od którego przewidziano wyjątki. W szkołach ponadpodstawowych o tym, czy i kiedy uczniowie mogą sięgać po sprzęt, zdecyduje statut. Telefon służył młodym ludziom nie tylko do kontaktu z rówieśnikami, szukania informacji i walki z nudą, ale pomagał im też radzić sobie z trudnymi emocjami.

– Trzeba zauważyć, że teraz telefon nie służy już tylko do komunikacji. Można powiedzieć, że młody człowiek nosi cały swój społeczny świat  w kieszeni. I jak każda zmiana, na początku może powodować chwilową utratę poczucia bezpieczeństwa. Mając ten telefon, oddzielali się od drugiej osoby, tworzyli barierę społeczną – mówi dr Justyna Legutko, która pracuje w szkole średniej, a z młodszymi uczniami spotyka się w gabinecie.

Kilka godzin bez powiadomień. Co mogą zyskać uczniowie?

Ograniczenie dostępu do smartfonów daje uczniom wytchnienie od nieustannego sprawdzania powiadomień, odpowiadania na wiadomości i śledzenia tego, co dzieje się w sieci. Pojawia się przestrzeń na rozmowę, wspólne spędzanie czasu, a nawet nudę, która nie musi być niczym złym.

– Najważniejsze jest to, że daje im to przestrzeń do bycia tu i teraz, do bycia razem, ale też do nawiązywania nowych relacji, do nabycia kompetencji społecznych: wchodzenia w relacje, radzenia sobie w grupie, podtrzymywania kontaktów. Bez rozpraszaczy, bez odwracania ich uwagi. To jest naprawdę ogromna szansa na to, żeby coś fajnego się zadziało, żeby zobaczyli, że można funkcjonować inaczej – podkreśla ekspertka.

Pedagog szkolna dostrzega również szansę na ograniczenie niektórych form cyberprzemocy. Gdy uczniowie nie mają swobodnego dostępu do telefonów, trudniej zrobić komuś zdjęcie na przerwie i natychmiast opublikować je w internecie. Ma to znaczenie zwłaszcza w sytuacjach, w których sprawcy działają pod wpływem grupy, traktując krzywdzące zachowania jako żart i nie zastanawiając się nad ich konsekwencjami.

Nie oznacza to jednak, że cyberprzemoc zniknie. Podobnie jak inne problemy, które mogą kryć się za intensywnym korzystaniem ze smartfona.

– Osoby, które chowały się za telefonem z powodu samotności, wyciągając telefon, radziły sobie w ten sposób z trudnymi emocjami – zakaz na pewno nie sprawi, że nagle te osoby będą wchodzić w grupę, czy poczują się mniej samotne. Na pewno nie załatwi to też problemów ze snem. Jeżeli uczeń wcześniej wyciągał telefon przed snem, żeby na przykład nie myśleć o swoich problemach, to te problemy nie znikną – zaznacza psycholog i pedagog szkolny.

Zakaz czy szansa? Znaczenie ma sposób rozmowy

Wprowadzanie ograniczeń bez wyjaśnienia ich celu może wywoływać opór, szczególnie wśród nastolatków. W tym wieku autonomia i możliwość decydowania
o sobie mają duże znaczenie. Nowe zasady bywają więc odbierane jako kolejny przejaw kontroli ze strony dorosłych.

Zdaniem Legutko zamiast koncentrować rozmowę na zakazie, warto pokazać uczniom, czemu ma służyć czas bez telefonu.

– Ja bym przede wszystkim nie używała słowa „zakaz” czy „kara”, bo młodzi ludzie, zwłaszcza nastolatkowie, mogą mieć takie poczucie, że dorośli znowu nam czegoś zabraniają, że dorośli wiedzą lepiej. Mówiłabym im o tym, jak telefon zabiera nam uwagę, jak zabiera czas. Ale najpierw zaczęłabym od tego, że jesteście w szkole. Tutaj jest czas na naukę, jest czas na to, żeby być ze sobą. I chcemy wam stworzyć taką przestrzeń, żeby przez te kilka godzin nie być online, żeby zająć się sobą, żeby tworzyć relacje – radzi.

Taką rozmowę należy dostosować do wieku dziecka. Młodszym uczniom wystarczy proste wyjaśnienie, że telefon odciąga uwagę od nauki, zabawy i kontaktów
z kolegami. Nastolatkom można już pokazać mechanizmy działania algorytmów oraz wyjaśnić, dlaczego media społecznościowe tak skutecznie zatrzymują użytkowników przed ekranem.

Potrzebę edukacji cyfrowej potwierdzają również badania przywoływane przez Legutko. Według raportu WHO opublikowanego w 2024 roku odsetek młodzieży przejawiającej problemowe korzystanie z mediów społecznościowych wzrósł z 7 proc. w 2018 roku do 11 proc. w 2022 roku. Z kolei problematyczne granie dotyczyło 16 proc. chłopców i 7 proc. dziewcząt.

Samotność, której wcześniej nie było widać

Jednym z największych wyzwań może okazać się to, co wydarzy się na szkolnych korytarzach po odłożeniu telefonów. Niektórzy uczniowie próbują omijać ograniczenia, negocjują zasady albo sprawdzają, jak zareagują nauczyciele. Inni stają się rozdrażnieni, sfrustrowani lub odruchowo sięgają do kieszeni po urządzenie. Takie reakcje nie muszą świadczyć o uzależnieniu. Mogą być odpowiedzią na zmianę wieloletnich przyzwyczajeń.

Znacznie ważniejsze jest to, co szkoła dostrzeże, gdy telefon przestanie być sposobem na unikanie kontaktu z innymi.

– Nagle po wprowadzeniu zakazu nie pojawią się na korytarzu uśmiechnięte dzieci, które rozmawiają ze sobą, bo to tak nie działa. Na pewno zobaczymy wtedy, co tym uczniom dawał telefon. Jeżeli ktoś był samotny, cały czas stał na przerwie z telefonem i nam się wydawało podczas dyżuru, że on po prostu jest zajęty, że z kimś pisze, a okazuje się, że po tym, jak telefon został zakazany, on po prostu stoi sam. I widzimy, że tak jest przez tydzień, przez kolejny. Wtedy zapala się czerwona lampka – mówi Legutko.

– Jeżeli dziecko regulowało napięcie w ten sposób, to zabierając mu telefon pozostanie luka. Mogą pojawić się wybuchy złości czy agresja słowna – dodaje.

W takich sytuacjach nauczyciele nie powinni oczekiwać, że uczeń sam przełamie trudności. Dziecku, które nie potrafi odnaleźć się w grupie, niewiele pomoże polecenie, by podeszło do kolegów i zaczęło rozmawiać.

– To dziecko tego nie zrobi. Pewnie gdzieś schowa się w toalecie, będzie unikało przerwy z tym nauczycielem. Chodzi o to, żeby stworzyć mu przestrzeń, dać okazję do rozmowy. Możemy dużo zrobić na lekcji. Możemy takiego ucznia włączyć do innej grupy, ale nie na siłę, tylko na przykład dzielimy pracę na lekcji w pary i dobieramy go z takim „bezpiecznym” innym uczniem czy uczennicą – radzi gość podcastu.

Pomocą mogą być odpowiednio organizowane zadania zespołowe, praca w parach i stopniowe włączanie ucznia w życie klasy. Ważne, by nauczyciele nie skupiali się wyłącznie na egzekwowaniu zakazu, lecz potrafili dostrzec osoby, które potrzebują wsparcia.

Między buntem a uzależnieniem

Psycholożka przestrzega przed pochopnym wyciąganiem wniosków, bo nie każdy przejaw buntu powinien niepokoić.

– O uzależnieniu nie świadczy to, że dziecko po raz kolejny łamie zakaz. Nie świadczy też to, że pyta, czy może wyciągnąć telefon, że próbuje wyciągnąć telefon, że jest nerwowe i nie radzi sobie z emocjami – wyjaśnia. – Nauczyciel przede wszystkim powinien obserwować te dzieci i nie oceniać, czyli nie stawiać diagnozy. Nawet jak zgłasza to później rodzicom czy pedagogowi, psychologowi, to skupia się na faktach. Od diagnozy są specjaliści – dodaje.

Sygnałem ostrzegawczym jest natomiast narastająca lub powtarzająca się agresja oraz regularne łamanie zakazu. W takiej sytuacji szkoła powinna porozmawiać z dzieckiem o tym, jak długo i w jakim celu korzysta z telefonu w domu.

– Czy telefon zabiera mu sen? Czy telefon zabiera mu czas na inne aktywności, na przykład na zainteresowania czy na hobby, czy przez telefon wycofuje się z relacji społecznych? Wtedy widzimy, że tutaj już jest większy, głębszy problem – mówi Legutko.

Niepokój powinna budzić nie tylko agresja. Równie ważne są sygnały wysyłane przez uczniów cichych i wycofanych.

– Nie chodzi o to, że wyłapujemy tylko te osoby bardziej agresywne, które bardziej dają się zauważyć, ale też te spokojne, które siedzą same, bo czasem uczniowie z depresją kryją się za telefonem. Jeżeli uczeń mówi nam o spadku energii, o tym, że na przykład nie może spać, więc bierze telefon, o utracie zainteresowań, to ważne jest, żeby sprawdzić, co się dzieje, bo to może być objaw depresji. Albo jeżeli mówi, że ma myśli samobójcze – podkreśla specjalistka.

Szkoła bez smartfona, dom bez ograniczeń?

Nawet jeśli uczniowie przez kilka godzin nie korzystają z telefonów, po zakończeniu lekcji wracają do świata powiadomień, gier i mediów społecznościowych. Część z nich próbuje wówczas nadrobić czas spędzony offline.

Legutko przywołuje badania „Smart Schools” przeprowadzone w Anglii, w których porównywano szkoły stosujące restrykcyjne ograniczenia z placówkami o mniej rygorystycznych zasadach. Ich wyniki wskazują, że sam szkolny zakaz nie musi oznaczać zmniejszenia całkowitego czasu korzystania z technologii. O nadrabianiu czasu online ekspertka słyszy również od uczniów.

Dlatego działania szkoły wymagają współpracy z rodzicami. Nie chodzi jednak o obwinianie ich za cyfrowe nawyki dzieci, lecz o wspólne ustalenie zasad
i konsekwentne ich przestrzeganie.

– Rozmowa z rodzicami powinna wyglądać tak, że nie moralizujemy, nie wzbudzamy w nich poczucia winy. Nie stawiamy diagnozy, że córka jest uzależniona. Przede wszystkim warto, żeby rodzice wiedzieli, po co zostało to ograniczenie w Polsce wprowadzone, żeby rozumieli sens. Zachęcamy ich również, żeby sami przyjrzeli się swoim nawykom w domu. Jeżeli są jasne, proste zasady, na przykład, że nie używamy telefonu w czasie obiadu, to znaczy, że nie używamy telefonu w czasie obiadu – wyjaśnia Legutko.

Ważna jest również spójność komunikatów. Rodzic, który akceptuje ograniczenia obowiązujące w szkole, nie powinien jednocześnie oczekiwać, że dziecko natychmiast odpowie na wiadomość wysłaną podczas lekcji. W pilnych sprawach kontakt może odbywać się za pośrednictwem sekretariatu lub innej drogi ustalonej przez placówkę.

– Rodzice są naszymi sprzymierzeńcami. Bez nich niewiele zrobimy. Nie wykorzystamy tej szansy, tego zakazu, tak jak naprawdę moglibyśmy to wykorzystać – mówi specjalistka.

Kiedy i gdzie szukać pomocy?

Rodzice, których niepokoi sposób korzystania przez dziecko z telefonu, nie muszą od razu szukać specjalistycznej diagnozy. Pierwszym krokiem może być rozmowa z psychologiem lub pedagogiem szkolnym, także wtedy, gdy trudności pojawiają się przede wszystkim w domu.

– Jeżeli rodzic ma jakieś wątpliwości, których my na przykład w szkole nie widzimy, a coś go zaniepokoiło, nawet jeżeli wydaje mu się, że może przesadza, to przede wszystkim powinien przyjść do szkoły, do psychologa szkolnego, do pedagoga szkolnego. My, rozmawiając z rodzicem, pokażemy mu, czy to już jest szkodliwe, czy nie jest szkodliwe, z czego to może wynikać – mówi Legutko.

Czasem wystarczy wspólnie opracowany plan ograniczenia korzystania z urządzeń i konsekwentne przestrzeganie zasad w domu. Jeśli jednak problemy się utrzymują lub nasilają, potrzebna może być konsultacja w poradni psychologiczno-pedagogicznej, u psychologa, a w uzasadnionych przypadkach także u psychiatry.

Szczególnej uwagi wymagają sytuacje, w których nadmiernemu korzystaniu z technologii towarzyszą objawy depresji, silnego lęku lub wyraźne pogorszenie funkcjonowania dziecka. Informacje o myślach samobójczych wymagają niezwłocznego potraktowania sprawy jako zagrożenia zdrowia lub życia, a nie wyłącznie problemu z telefonem.

Sam zakaz nie nauczy odpowiedzialności

Ograniczenie korzystania ze smartfonów może być początkiem zmiany, ale nie zastąpi edukacji cyfrowej ani rozwijania umiejętności radzenia sobie z emocjami. Dzieci i nastolatki nadal będą korzystać z technologii, dlatego ważniejsze od samego przestrzegania zakazu jest to, czy nauczą się rozpoznawać moment, w którym korzystanie z telefonu zaczyna im szkodzić.

– Nie warto ich uczyć, że telefon jest zły, tylko pokazać, jak się poruszać w wirtualnym świecie, żeby być bezpiecznym. Przede wszystkim uczymy ich odpowiedzialności i samoregulacji. Im dziecko jest starsze, tym bardziej ta kontrola zewnętrzna zamienia się w kontrolę wewnętrzną: ja widzę, że telefon mi przeszkadza w nauce, albo teraz chcę się wyspać, więc go odkładam. Uczymy takiego człowieka, żeby w wieku dorosłym, kiedy nie będzie rodzica, kiedy nie będzie nauczyciela, sam potrafił odłożyć telefon, kiedy będzie taka potrzeba – tłumaczy ekspertka.

To zadanie zarówno dla szkoły, jak i rodziców. Oprócz jasnych zasad potrzebne są rozmowy o higienie cyfrowej, wspieranie relacji rówieśniczych i uczenie sposobów radzenia sobie z napięciem bez uciekania w ekran.

Bo prawdziwym sprawdzianem skuteczności nowych zasad nie będzie wyłącznie to, czy uczniowie przestaną wyciągać telefony podczas przerw. Ważniejsze okaże się, czy nauczą się funkcjonować w zdrowej relacji z nimi – i czy dorośli pomogą im poradzić sobie z tym, co dotąd smartfon pozwalał ukryć.

Ekspertka:

Justyna Legutko – psycholog, doktor nauk społecznych, pedagog szkolny, doradca zawodowy. Prowadzi zajęcia dla uczestników szkoły psychoterapii. W swojej pracy patrzy na człowieka całościowo – z uwzględnieniem jego historii, emocji, relacji i indywidualnych potrzeb.

***

Zapraszamy do słuchania  podcastu „Zdrówko. Porozmawiajmy o zdrowiu dzieci”

Odcinki do odsłuchania/ zobaczenia na:

Zapraszamy również do grupy podcastu „Zdrówko. Porozmawiajmy o zdrowiu dzieci” na facebook.pl:

https://www.facebook.com/groups/zdrowkoporozmawiajmyozdrowiudzieci

Projekt realizowany przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.